Emilia Stala: Jesteś dyrektorką artystyczną licznych edycji Hommage à Kieślowski. Hasłem przewodnim tegorocznego festiwalu jest „Człowiek na granicy”. Dlatego chciałabym zapytać: czym jest dla Ciebie granica? Kim jest człowiek, który się na niej znajduje?
Diana Dąbrowska: Granica jest fascynującym tematem, który można rozpatrywać z wielu perspektyw i interpretować na wiele sposobów. Często kojarzy się z barierą, zakazem lub ograniczeniem, z czymś, co zatrzymuje człowieka i nie pozwala mu pójść dalej. Granice są jednak również potrzebne. Chronią naszą prywatność, poczucie bezpieczeństwa i prawo do decydowania o sobie. Pozwalają budować relacje oparte na szacunku i świadomości własnych potrzeb. Jednocześnie historia pokazuje, jak wiele przemocy rodziło się wokół granic terytorialnych, społecznych i politycznych. To właśnie one często stawały się i wciąż zresztą stają źródłem konfliktów i cierpienia.
Projektując hasło tegorocznej edycji, myślałam o człowieku stojącym u progu ważnej decyzji. Jeszcze nie wiadomo, czy zdecyduje się przekroczyć granicę, przed którą się znalazł. Może być nią własny lęk, poczucie bezsilności, utrwalone przekonanie albo sytuacja, która wymaga odwagi i zmiany. Dopóki człowiek pozostaje na granicy, jego wybór nie został jeszcze dokonany. To moment zawieszenia, niepewności i uważnego przyglądania się sobie. Wszystkie możliwości pozostają otwarte. Ten moment refleksji wydaje mi się dziś szczególnie ważny. Żyjemy w rzeczywistości, która zmienia się niezwykle dynamicznie i często wymaga od nas natychmiastowych reakcji. Tymczasem człowiek na granicy zatrzymuje się na chwilę.
E: Festiwalowi towarzyszy wystawa sztuki współczesnej, którą mam przyjemność kuratorować. Kino, z definicji, jest sztuką syntetyczną i interdyscyplinarną. W jaki sposób nawiązuje ono do sztuki klasycznej: malarstwa, rysunku czy rzeźby?
D: To bardzo szeroko rozstawione pytanie, ale spróbuję na nie odpowiedzieć. Każdy kadr wymaga decyzji dotyczącej kompozycji, światła, koloru, perspektywy i relacji między postacią a przestrzenią, przestrzenią w tym kadrze i poza nim. W tym sensie reżyser filmowy czy operator filmowy często myślą jak malarze. Rysunek dosłownie i namacalnie pojawia się już na etapie przygotowań, choćby w szkicach scenograficznych i storyboardach, które pozwalają wyobrazić sobie przyszły kształt scen. Z rzeźbą kino łączy sposób traktowania ciała, materii i przestrzeni. Twarz aktora, kostium, faktura przedmiotów mają swój ciężar oraz formę. Kamera może je wydobywać, zmieniać ich znaczenie i wprawiać je w ruch.
E: Gdybyś miała wskazać film, który jest dobrym przykładem fuzji kina i sztuk wizualnych – dzieło współtworzone przez filmowców i artystów – jaki to byłby tytuł?
D: Wybrałabym film „Twarze, plaże” Agnès Vardy i JR, ponieważ bardzo wyraźnie pokazuje on, w jaki sposób kino może spotkać się z fotografią, sztuką uliczną i działaniami w przestrzeni publicznej. Varda wnosi do tego projektu swoją filmową wrażliwość, ciekawość oraz wieloletnie doświadczenie mistrzyni kina, często nazywanej „matką francuskiej Nowej Fali”. Młodszy od niej artysta wizualny JR wykorzystuje natomiast monumentalne portrety fotograficzne, które umieszcza na fasadach budynków, murach i elementach krajobrazu.
Wspólnie podróżują po francuskiej prowincji, spotykają mieszkańców i wydobywają ich historie z pozornej zwyczajności. Fotografie przestają być jedynie zapisem twarzy. Stają się częścią konkretnych miejsc, a czasem również formą upamiętnienia osób, których obecność mogłaby pozostać niezauważona, choć jest przecież dla tych miejsc kluczowa. To kino niezwykłej empatii i uważności.
Kiedy w 2019 roku po raz pierwszy projektowałam program festiwalu Hommage à Kieślowski, wiedziałam, że musi znaleźć się w nim film autorstwa Agnès Vardy. Tak też się stało. Twórczość tej wielkiej artystki z całego serca polecam każdej osobie.
E: Jako italianistka doskonale czujesz tamtejszy kod kulturowy. Którzy reżyserzy najpełniej czerpali/czerpią z dorobku wielkich mistrzów włoskiego malarstwa?
D: W pierwszej kolejności wskazałabym Michelangela Antonioniego. W jego filmach postać często staje się częścią większej kompozycji, architektura wyraża jej stan psychiczny, a pustka nabiera równie dużego znaczenia jak obecność człowieka. Widać tu wpływy między innymi Giorgia de Chirica, Giorgia Morandiego, Alberta Burriego i Lucia Fontany. W „Czerwonej pustyni”, pierwszym kolorowym filmie Antonioniego, reżyser poszedł jeszcze dalej, zmieniając kolory elementów pejzażu, aby świat zewnętrzny, świat przedmiotów odzwierciedlał sposób, w jaki postrzega go Giuliana, grana przez Monicę Vitti. Bohaterka czuje się niezwykle samotna, wręcz roztrzęsiona i zraniona.
Bardzo ważnym nazwiskiem jest również Pier Paolo Pasolini, który studiował historię sztuki i czerpał bezpośrednio z twórczości Giotta, Masaccia, Pontorma czy Mantegni. W „Twarogu” odtwarzał manierystyczne kompozycje religijne, w „Mamma Roma” przywoływał „Martwego Chrystusa” Mantegni, natomiast w „Dekameronie” sam wcielił się w postać malarza, ucznia Giotta. Pasolini wykorzystywał język fresku i obrazu sakralnego do przedstawiania ludzi żyjących na marginesie, wykluczonych.
Warto wspomnieć także Luchina Viscontiego, którego kadry przypominają niekiedy ożywione malarstwo historyczne, oraz Valeria Zurliniego, twórcę niezwykle wyczulonego na kolor, światło i pejzaż. Takim niesłusznie zapomnianym arcydziełem Zurliniego jest „Pustynia Tatarów”. Wśród współczesnych twórczyń bliska temu dziedzictwu wydaje mi się Alice Rohrwacher, reżyserka takich filmów jak „Cuda”, „Szczęśliwy Lazzaro” czy „La Chimera”.
Zapraszamy do obejrzenia wystawy Człowiek na granicy!
✹ gdzie: „Marysieńka”, ul. Główna 20, 58-351 Sokołowsko
✹ wernisaż: 27.08.2026 r. o godz.19:00
✹ wystawa dostępna: 27-30.08.2026 r. w godz. 10–19



