Kocie Sokołowsko #4

Idąc przed siebie wolno i spokojnie, weźcie głęboki wdech. To dopiero jest powietrze! Raz po raz zmienia kolory okolicy, a zieleń zdaje się w nim migotać. Promienie słońca falują wraz z ruchem liści muskanych na wietrze. Mijając znak sokołowskiego nadleśnictwa, wkraczamy do lasów tak starych, że ich historia zaciera się w pamięci najsędziwszych drzew. Oniryczna pieśń ptaków przenika strumienie i wilgotne mchy, prześwietla najdrobniejsze płatki kwiatów. 

Wrażliwe osoby, choć nieliczne, są w stanie dostrzec takie drgania rzeczywistości. Dla nas, kotów, są one zupełnie naturalne. Pamiętamy jednak, że był tu taki, co z nami o nich rozmawiał. 

W nas kotach jest coś, co nieopisane i dalekie dla ludzi. Ale Sokołowskie uliczki przemawiają naszym językiem. Nosimy w sobie wiele tajemnic, wrażliwe na szczeliny i drgania rzeczywistości. Kto wie, może komuś uda się, przypadkiem, dojrzeć w pyszczku ziewającego kota drobinki wszechświata…

Ach, zapomniałem się przedstawić, mówią na mnie Czesiu. 

Oliwia Zarzycka