Dekalog po sąsiedzku

Podobnie jak patron sokołowskiego festiwalu – Krzysztof Kieślowski – także Jan Švankmajer stworzył swój „dekalog”. Tym razem nie filmowy, ale dedykowany filmowcom.

Manifest napisany w 1999 roku przez czeskiego surrealistę Jana Švankmajera to zbiór rad i opinii mających w założeniu pomóc filmowcom w procesie twórczym. Jednak jak zaznacza Marta Maciejewska, z której książki „Dialektyka formy. Pełnometrażowe filmy fabularne Jana Švankmajera” dowiedziałam się o istnieniu manifestu, „dekalog” stanowi raczej opis stylu surrealisty, który pozwala lepiej odczytać jego twórczość, a nie zbiór zasad, którym jest sztywno wierny. 

Jak zacząć tworzyć?

Poezja jest podstawą. Tak twierdzi Švankmajer, przy czym poezji nie znajduje jedynie w wierszach, ale także w obrazach, opowiadaniach, kolażach… Ta interdyscyplinarność ma zapewnić uniwersalność przekazu, która pozwoli stworzyć dobry film. Jeśli chodzi o animację poklatkową, z której słynie twórca, zaleca on odrzucenie utylitarnej funkcji przedmiotu, aby wydobyć jego wewnętrzne życie. Dopiero sięgając do „duszy” obiektu, wydobywasz historię oraz stany psychiczne, jakich był on świadkiem. Animowanie to w takim podejściu nie tylko wprawianie w ruch, ale i podarowanie głosu martwej materii.

„Przedmioty, zwłaszcza te stare były świadkami różnych historii i zdarzeń, które odcisnęły na nich swoje piętno. Dotykali ich ludzie w różnych sytuacjach, powodowani różnymi uczuciami, wtłaczając do nich swoje stany psychiczne. Jeśli pragniesz uwidocznić ich ukryte treści za pomocą kamery musisz ich najpierw wysłuchać.”

Temat filmu powinien być dla nas ambiwalentny; ułatwia to utrzymanie balansu. U Švankmajera można to zauważyć np. w jego relacji z jedzeniem. Uczynił je jednym z najważniejszych obiektów swojej sztuki, jednocześnie odczuwając do niego silną awersję, sięgającą jeszcze czasów dziecięcych.

Obsesja, wyobraźnia i zmysły

Głównym celem kina Švankmajera jest moim zdaniem oddziaływanie na zmysły. W swoim dekalogu Czech nawołuje do przedłożenia doświadczeń cielesnych nad wzrokowe. Przydatnym zjawiskiem do uzyskania takiego stanu rzeczy jest synestezja.

„Jeśli się wahasz, czemu dać pierwszeństwo, spojrzeniu oka czy też doznaniu ciała, zawsze daj pierwszeństwo ciału, ponieważ dotyk jest zmysłem starszym niż wzrok, jego doświadczenie jest bardziej istotne. Ponadto oko we współczesnej, audiowizualnej cywilizacji jest już dosyć zmęczone i „zepsute”. Doświadczenie ciała jest bardziej autentyczne, ponieważ nie jest obciążone estetyką. Drogą, o której nie możesz zapomnieć jest synestezja.”

Najważniejszymi darami człowieka są według artysty jego obsesje (będące „reliktami dzieciństwa”) oraz wyobraźnia – i należy im się całkowicie poświęcić. Twórca powinien oddawać się nieświadomości i sprawiać, aby sen stawał się rzeczywistością. Poddanie się fascynacjom otworzy nowe drzwi dla sztuki. Jak określił to sam Švankmajer: „Twój film stanie się triumfem infantylizmu”. Jednocześnie im dalej odchodzisz w stronę fantastyki, tym więcej wplątuj realistycznych szczegółów: widz nabiera wtedy poczucia, że film dotyczy jego samego.

Sztuka jako autoterapia

Według Švankmajera sztuka może być środkiem dla autoterapii i powinna służyć samemu artyście jako wyzwolenie. Pomysł nie powinien być impulsem do tworzenia – jest narzędziem pośrednim do osobistej wolności. Głównym środkiem sztuki jest zaś improwizacja.

Na koniec sam artysta przyznaje, że przykazania są po to, aby je przekraczać. Poza jednym, które powinno obowiązywać każdego twórcę, i które przytoczę na koniec:

„Nigdy nie pozwól swojej sztuce służyć czemukolwiek innemu niż wolności.”

Julia Piwek

(tłumaczenie pochodzi ze strony https://jansvankmajer.blogspot.com/)