Kocie Sokołowsko #3

Częściej wędrujemy ścieżkami kocimi podczas festiwalu filmowego. Cóż to za wspaniałe wydarzenie! Do Sokołowska zjeżdżają się przeróżni ludzie, wrażliwi, poszukujący i ciekawscy. Już z oddali czuć drgania kroków i pojazdów. Ciężka materia bywa wtedy nadzwyczaj aktywna, dlatego nie zdziwcie się, gdy na swojej drodze napotkacie nie kogo innego jak kota!

Rozciągam grzbiet, wyciągam ogon, drapię trochę po posadzce i przybieram wygodną pozycję. Na tarasie Kino Kawiarni mam bardzo dobry widok na okolicę i filmowe wydarzenia. Wylegując się w towarzystwie kwiatów i stuknięć filiżanek myślę, jak to dobrze być. Bywa, że festiwalowicze urządzają mi sesję zdjęciową. Jakże się wtedy cieszą. Nic dziwnego, Sokołowskie koty są niczego sobie.

Sunąc ulicami, dróżkami, ścieżkami czy zaroślami warto porzucić papierowe myślenie i oddać się chwili. Na każdym kroku, czy to za rogiem, w oknie czy w miejscu niespodziewanym, wszędzie kryją się skarby. Także dla ludzi. Zdobiony ręcznie talerzyk, ukryta na posesji rzeźba, wyświetlane projekcje, malowane ornamenty, jednonogi… Uważny spacer pozwoli sprawdzić opuszkami palców (w moim przypadku miękką łapką) czym jest chropowatość szczelin i pęknięć zaspanego czasu. Zapamiętajcie dobrze to uczucie i pielęgnujcie w sobie jak najdelikatniejszą roślinę, która kwitnie raz na dziesiątki lat.

Oliwia Zarzycka